Wiesz, chciałabym się zachwycić, zachłysnąć, znaleźć cos co wypełniłoby mnie od stóp do główi po koniuszki włosów. Coś, czego mogłabym napchać sobie w kieszenie i dosypywać do herbaty. Szklana kulka, którą mogłabym delikatnie obracaćw palcach, a ona mieniłaby się tysiącem barw w słońcu. Wiesz potrzebuję ciepła, filiżanki, dłoni, albo kociego futra. Miękkości słów i ostreg ozapchu farby. Potrzebuje małych fragmentów, drobnych przyjemności i magicznego kleju dzieki któremu to wszystko zmieni się w całość..
Dwoje młodych ludzi zakochało się w sobie bez pamięci (..). Postanowili zatem zaręczyć się. Zazwyczaj narzeczeni obdarzają się nawzajem prezentami. Ale młodzieniec był biedny. Jedyną cenną rzeczą jaką posiadał, był zegarek odziedziczony p odziadku. Pomyślał więc o pięknych włosach swojej wybranki i postanowił sprzedać zegarek, by kupić jej srebrny grzebień.
Dziewczyn a również nie miała pieniędzy na zaręczynowy prezent. Poszła zatem do najbogatszego kupca w okolicy i sprzedała mu swoje włosy. Za uzyskane pieniądze mogła podarować swojemu ukochanemu złoty łańcuszek do zegarka.
A kiedy nadszedł dzień zaręczyn, ona dała mu łańcuszek do sprzedanego zegarka, a on jej grzebień do obciętych włosów.
" znów obudziła mnie ta cisza
kolejny raz bezsenna noc
za duże mnie otacza łóżko
za duży mnie przykrywa koc
banał moich łez... "
'- Kim będziesz jak dorośniesz?
- Ja nigdy nie dorosnę.'
prześwietlone oczy, prześwietlone neonami łby, tęczowe włosy
prześwietlony byt, ultrafioletowe łzy i My, jak prześwietlony film
trzeba będzie tworzyć supernowy prześwietlony kształt, by rzeczom nadać treść
prześwietlony świat, niedorzecznie idealny plan już nic nie znacz
(...)
ziemi
oddać siebie
tak bardzo
że już niczym nie zostać
i nigdzie
Torebka owinęła się jej nagłowie, spadła wolno na twarz, zaszeleściła i przywarła do gardła.Szybko opasała policzki, zacisnęła się na czole, wpadla do nosa powodując uczucie bezradności. Jego ręce spadły z tyłu szarpiąc za wlosy, wesoło kołysząc jej głowa w przód i w tył. Czy on k***a oszalał?Myślała bez ustanku gdy jej głowa machinalnie kołysała się w tył i wprzód. Zastanawiając się nad sensem umierania. Ten mimo rychłego,zbliżającego się końca był dla niej śmieszny, absurdalny wręcz. Jak to?Miała zginąc kołysząc się w przód? Czy umrzeć wyciągając szyje w tył?Gdyby ludzie mieli takie problemy....
Uderzenie.
Ooooho, niespodziewałam się tego, myślała dalej, zatraciwszy się nad bólem tętniącym w potylicy. To musiało być coś ciężkiego i metalowego chyba,boli jakbym żelazkiem dostała cholera po głowie albo jeszcze czymś innym, sama nie wiem.
Wytężyła wzrok do maxiumu. Przez zaparowaną torebkę dostrzegła tylko zdatny ruch za oknem. To pewnie jakas młodzież wraca z imprezy, tez poszłabym rozerwała się troche, a tak? Nie mogę,myślała powoli. Żarówka zaczęła migać, uderzyła w tół, on ciagnął ja po ziemi do piwnicy. Popuścił troche torebkę nabrała powietrza,zachłysnęla się nim. Ściągnął ją po schodach, o mało co nie spadła inie rozbiła się na ścianie na dole. Wyciągnął jej ręce, założył za kark, przełożył przez pętle. Zobaczyła tylko blysk zapalanej świecy,jego twarz napęczniała od agresji. Zobaczyła jego twarz która nie była już ładną buźką, zobaczyła potwora, który maske zostawił w przed pokoju pietro wyżej. Pragnienie tego by jej krew leżała na jego po dodze,połyskiwała w świetle poranka i ten spocony od trzęsącego pragnienia wdech któy wydobywał się z jego opętańczych ust. Piękna w tragi zmie przeplatana rutyna prawda. Zacisnął torebkę ponownie.
A mogłam przecież spokojnie zostac w domu i nie witac się z tym nowym sąsiadem, myślała....
Niemniej wspomnienia niewątpliwie bledną, wiele rzeczy już zapomniałem. Kiedy tak zapisuję te ulotne obrazy, od czasu do czasu ogarnia mnie wielki niepokój. Myślę, że być może zapomniałem już o czymś najważniejszym.Czy gdzieś w mojej pamięci jest jakieś mroczne miejsce, taka przestrzeń, gdzie gromadzą się wspomnienia i wszystkie zmieniają się wmiękką, błotnistą papkę?
Aby osiągnąć szczęście, trzeba spełnić trzy warunki: być imbecylem, być egoistą i cieszyć się dobrym zdrowiem. Jeśli jednak nie spełnicie pierwszego warunku, wszystko jest stracone..
Jeżeli wydaje ci się, że już gorzej być nie może - na pewno będzie.
Zawsze, gdy wydaje ci się, że będzie dobrze - kompletnie się mylisz.
Zawsze, gdy wydaje ci się, że będzie źle też się mylisz - będzie jeszcze gorzej.
(...) Wiesz nie mam podzielności uwagi toteż kiedy jem
palę i piję, czytam piszę i
oglądam telewizję nie mogę w tym czasie
nikogo kochać. Nie bierze mnie polityka bo nie mam
podzielności uwagi musiałbym przestać żyć.
Wiesz chciałbym ci powiedzieć.
Ale nie mam którędy.
-Nawet jeśli odejdziesz nie zapomnisz słów tych którzy tu byli. Przemijanienie boli choć gdyby bolało każdy dążyłby do śmierci. A twoje włosy pachną słodką oliwką. Błyszczą gradem, ale są koloru płomieni. Czysty paradoks przypomina mi moją młodość. Kiedyś w skąpanym słońcem zakątku świata, potrafiłeś znaleźć idealną nadmorską kuchnie, oziębłe spojrzenia zazdrosnych ludzi i ognistą miłość tej "jedynej" wtedy dziewczyny.
- Kiedyś było inaczej.
- Ha ha, dokładnie kobietko poznana zeszłej nocy. To co? Będzie coś z tego wszystkiego? Czy mogę liczyć ,że znów będą mi łapczywie zazdrościć?
- Nie. - Odrzekła nie patrząc mu w oczy.- Potraktuj to wszystko jako prezent. A my?-Uśmiechnęła się drętwo i zatopiła wzrok we wschodzie.- A my, zostańmy tylko przyjaciółmi.
Jak dobrze, że stało się nieuniknione.
W końcu.. wcześniej czy później musiało się stać.
I może jest jak jest,
ale tak jest najlepiej.
I niech już tak zostanie.
-Jesieńjesień jesień. Pogania jesienną aurą. A liście spadające wprost z żywicznych wieżowców zapierają dech w piersiach kolorami i blaskiem wświetle gasnącego słońca.
-Jest tak naprawdę?- Spytała niepewnie.
-Ależoczywiście moja droga. To, że ktoś zabrał ci oczy, zmazał z nich kolori zostawił na pastwę szarości nie znaczy ,że to nie może być prawda.Widzisz tego ptaka który tapla się w kałuży tam, nieopodal fontanny?
-Naturalnie ze widzę proszę pana. - Skinęła głową i potarła się rękawiczką w policzek.
-Myślisz, że ten ptak wie z czego woda się składa?
-No raczej nie. - Podeszła kilka kroków. - wydaje mi się, że nie zdaje sobie nawet sprawy czym ona jest.
-Widziszwięc dziewczynko. Z nim jest tak samo jak z tobą. On nie wie i niewidzi z czego składa się to w czym właśnie moczy pióra, a jednak czujeradość, a jeśli nie radość to ulgę z pożądanego widoku. Ty nie możeszdostrzec kolorów, zobaczyć blasku i widzieć liści jednocześnie, alewierząc ze tak jest, doświadczasz radości, a jeśli to nie jest radość,to przynajmniej czujesz ulgę z tego, że możesz zobaczyć na świeciecokolwiek. Cokolwiek co pozwala ci myśleć i odczuwać, że nie straciłaśprzecież wszystkiego.
Dzieci myślą, że wszystkie autobusy zawiozą je do domu,
że jedyną chorobą jest grypa,
a jedynym nieszczęściem deszcz za oknem.
Cały szczęśliwy świat dzieci polega tylko na niewiedzy.
my w błogiej ciszy sami dla siebie. Hmmm twój głos, mroczny trochę mogłabym rzec..śmieszny w tej sytuacji, magicznie istniejącej kontemplacji. Jakbym żyła w nieświadomości że masz coś dla mnie. Ale wiem ze gdzieś tam w środku kryje się moje serce. W twoim Ciele. Twoje oczy pytają skąd ona do cholery to wie? Ty nie pytasz ale ja czuję że istniejesz. Zostaw moje kolano głupku! Kocham gdy to robisz ale teraz powinieneś coś wykrztusić z siebie.
Ale wiem, że nie wykrztusisz.Umarłeś nim ja uświadomiłam sobie ze żyjesz. No dalej. Przełam się,zrób choć raz w życiu coś co spowoduje rumieniec na twojej wiecznie kamiennej twarzy.
- Jesteś mi bliska....
[...]