moja historia...
wszyscy piszą swoje historię, to ja też spróbuje:]
3 lata temu, postanowiłam z siostrą pójść na pielgrzymkę. 3-dniowa wyprawa 70 km, fajnie się zapowiadało... już pierwszego dnia w naszej grupie szedł tajemniczy przystojniak: troszkę wyższy ode mnie, brunet, czarne oczka:] jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności okazał się fakt, że gdzie tylko z siostrą nie usiądziemy, nie rozbijemy namiotu on jest gdzieś obok. patrzyłam na niego, widziałam jak się uśmiecha, jak śpi, jak je... i się zauroczyłam w nim, zazwyczaj w takich sytuacjach, od razu coś z tym robię, ale uznałam, że jak zawsze mi przejdzie, więc nie ma sensu... nie przeszło... wiedząc jak się nazywa podpytałam kilka osób no i dostałam jego numer... napisałam do niego, okazało się, że jest ode mnie 4 lata straszy, ale nie przeszkadzało nam to, do czasu gdy on spytał skąd mam nr, a ja?? nie mogłam powiedzieć obiecałam w końcu koleżance... napisałam, że nie mogę powiedzieć, a on: ok, w takim razie cześć!! co mogłam na to poradzić, napisałam: żegnaj, i tyle, następnego dnia trochę zdołowana, wyszłam na dwór, zawsze ze sobą miałam komę, wtedy zostawiłam ją... tenże chłopak wysłał mi 5 wiadomości, czemu nie odp, itd, a ostatni brzmiał: zastanów się czego Ty chcesz, skoro tak postępujesz, nara...
pogodziłam się z tym, często go widywałam, także na pielgrzymkach lub na mieście...
wiem o nim, że on jest dość nie śmiały, a ostatnio spotykam go, patrzę na niego, a on spojrzał na mnie, uśmiechnął się i... poszedł dalej, po 3 latach, nadal go kocham, nawet jak poznawałam innych chłopaków, tylko on dla mnie się liczył:/
nie wiem, czy kiedykolwiek zapomnę o nim...:(
DLACZEGO ZNÓW O TOBIE MYŚLĘ??!! ;(