cos czy nic?
Hmmm...
Sprawa bardzo zawiła, więc szybciutko opiszę to...:D
Był chłopak, podobał mi się.
Tak się złozyło że sie zgadaliśmy i się zaczeło...;p
Gadaliśmy, pisalismy, on po mnie przychodzil, bywał u mnie, bylo super i wgl ;p
I pewnego dnia on mi powiedział, że mu sie podobam, i z charakteru i z wyglądu i takie tam...
ALE...no własnie, możemy byc co najwyzej przyjaciółmi.
Przykro bylo, nie powiem ale dobra.
No i po tym on zacząl jakby sie oddalac, niby byl moim przyjacielem ale juz tak nie gadalismy, zaczął
mnie wpewnym momencie olewac. Najpierw sie o to czepiałam, ale w koncu odpusciałam.
Powiedziałam że rób co chcesz, ja cie nie bede zmuszac do kontaktów ze mną
Od tej chwili ludzie,cud! Widzimy sie codziennie, gadamy codziennie, zaczał sie jakby...spowrotem do mnie zblizac ;p
Niby jak ze mna gada to tak flirtuje niby jako tak...a czasem opowiada mi o innych dziewczynach, o tym że chce sobie jakąs znalezc, ale nie ma jakiej...
pomóżcie mi zrozumiec tok myślenia tego człowieka ;dd