Koniec życia...
Jestem ja i jest świat.
Gubię się w nim.
Dzieje się coś dziwnego.
Zmieniam się, a może już się zmieniłam.
Większość mnie nudzi i smuci.
Jakby szczęście nie istniało.
Mój uśmiech to maska pod która kryje się smutek.
Czegoś mi brak do szczęścia.
Tylko jednego.
To dziwne uczucie.
Zbyt długo jestem sama.
Chce mi się płakać.
Jak zabić w sobie smutek?
Chcę iść, biec przed siebie.
I nie oglądać się za siebie.
Spotkać po drodze osobę.
Która będzie chciała ze mną pobiec.
Kto sprawi, że będę się śmiała,
Kto będzie trzymał moją dłoń,
Nawet gdy będziemy szli pod prąd.
Ktoś kto mnie mocno przytuli
Wtedy gdy będę tego potrzebowała.
Coś jest ze mną nie tak
Tracę sen życia.
Tracę sens istnienia.
Tracę sens miłości!
A może to naturalna reakcja gdy ma się chwilę słabości?
By xxMoniussxDxx