Co powiecie na to...?
Zaczęłam chodzic z chlopakiem, z którym już chodziłam kiedyś, jak miałam 13 lat...
On jest ode mnie starszy o 4 lata, wtedy nie wiedziałam czego chce i pod wpływem zazdrosnych 'koleżanek' z nim zerwałam po 9 dniach... Po 7 miesiącach znów zaczeliśmy ze soba rozmawiać... To było dokładnie w maju 17-stego, a 8 czerwca byliśmy znów razem.... bardzo się cieszyłam bo myślałam, że do mnie nie wróci, po tym jak z nim zerwałam... ;( Ale udało się...
Zaczęły się wakacje... bardzo niespodziewanie wyjechałam do cioci zagranice...[13lipca 2008] To było bardzo niespodziewanie bo nikt nie wiedział, że jade .. nawet rodzice przyjechała ciocia i mówi, że mam sie pakowac bo jade do Berlina... no coż spakowałam sie i pojechałam z łzami w oczach... Miałam byc tam tydzień, góra dwa... byłam aż 5 tygodni..;/ Pisałam z chłopakiem przez internet... on sie zezłościł na mnie, że tak długo nie wracam.. pokłóciliśmy sie...;(
i przestał do mnie pisac..;(
Kiedy przyjechałam [17sierpnia 2008] była jakaś burda, że ciocia niby widziała, zę on mi kazał niby ukraść pieniądze i wrócić do polski.. a to tak naprawdę napisała koleżanka i wyglądało to tak... cytuję..:
" to ukradnij kase, wsiadaj do pociągu i przyjeżdżaj do mnie...;) hehe Kochaniutka ;] xp żarcik.;*"
Oczywyście nikt nie chciał uwierzyć, że to nie pisał on... mama kazała zerwać.. spotkałam się z nim i zerwałam ale wytłumaczyłam mu wszystko... Nie bylismy niby ze soba przez tydzień... ale i tak sie spotykalismy i to nasze "niebycie" ze sobą wyglądało bardziej jakbyśmy byli niz nie byli, więc po tygodzniu stwierdziliśmy, że jesteśmy nadal.. i tego zerwania nie było... ;) Bo w sumie nikt o nim nie wiedział aby ja i on..;) i znajomi sie nie domyslili, ze zerwaliśmy na ten tydzien... ;p
Jakoś w grudniu [2008] przyznał mi sie, ze uprawiał seks ze swoją byłą... ;/ Rozpłakałam się i Powiedziałam mu przez telefon, że muszę pomysleć nad tym i pogadamy jutro... Kiedy poszłam do niego kolejnego dnia usiadłam i przez ponad godzine nic nie mówilam... załamałam sie... nagle zaczął się smiać... i to nasz dialog:
Ja : z czego sie śmiejesz?
On: z Twojej głupoty
Ja: Teraz to to naprawdę było mądre z Twojej strony...
On: Nie zrobiłem tego tak naprawdę, nawet sie z nia nie spotkałem
Ja: To czemu wczoraj przez telefon mówiłeś cos innego?
On: Chciałem sprawdzic jak zareagujesz, czy mnie naprawdę kochasz, czy znów zerwiesz bez żadnego przejmowania sie mną....
Pogodzilismy sie, przez jakis czas nie dowierzałam ze zrobił to tylko żeby sprawdzic... Chciałam mu ufać więc uwierzyłam... W maju [2009] zaczęło się między nami psuć..;/ a jakoś pod koniec Czerwca a początek lipca jego siostra poprosiła mnie żebym poszła na mini koncert jej chłopaka, zgodziłam się... chodź miałam zakaz wychodzenia gdzie kolwiek przez chłopaka... kolejnego dnia.. podchwytliwie zapytał oburzony... ''gdzie wczoraj byłas jak wyszłaś ode mnie' ja mówię, że nigdzie a on, że wszystko wie i że mam sie przyznac... to mu powiedzialam... okazało się, że sobie tymi tekstami żarty robił a ja mu wszystko powiedzialam... Zaczęła się kłótnia.. chciał zerwać ...;( jakos miałam przez niego nadszarpniete nerwy bo codziennie prawie sie klóciliśmy i zaczęłam płakać znów... on wyszedł na balkon.. nie chciał ze mną rozmawaić, że go niby okłamałam, że poszłam na impreze...;/ a na początku mówiłam, że nie... Jego siostra przyszła do niego do pokoju mnie pocieszyc... i mówi do mnie.. że powiedziała by mi cos ale nie chce sprawiać mi przykrości... ja mówię, że teraz to i tak jest bez różnicy i że ma mówić.. a ona, że Jego była była u niego we wakacje kiedy mnie nie było i to kilka razy.. i że ich przyłapała... wtedy ja do niego kiedy wszedł do pokoju, że mnie sie czepia o taka błahostke że poszłam na pół godziny na impreze a on robi co chce za moimi plecami, i, że on kłamać moze cały czas a na mnie sie to odbija... on do mnie , że to było dawno... i takie mial wytłumaczenie...
No i mamy sierpień [2009] zero przytulania, zero całowania.. nic z jego strony...;/
23 pażdziernika [piątek], mówi mi, że to koniec. Zaczęłam plakać... jak to ja... ;/ i prosiłam go przez ponad 2 godziny, żeby tego nie robił... że nie może mi tego zrobic... Wkońcu o godzinie 20 powiedział, ze nie zrywa... uprosiłam go, żebym mogła u niego spać.. zgodził sie ale powiedział, że on wychodzi do wujka grać w karty... poweidziałam, że niema sprawy, że poczekam... wrócił o 4 rano... bo akurat sie przebudziłamm... kolejnego dnia [sobota] jego siostra zapytała się wuja o której wyszedł.. powiedział ze chwilkę po 2 ... a od wuja do niego do domu jest góra 5 minut drogi... już wiedziałam , że spotkał sie z byłą... bo tej nocy była w knajpie która jest obok jego domu... Mimo, że wiedziałam, że sie z nia spotkał nic nie mówiłam bo bałam się ze bedzie kolejna kłótnia i że zerwie... ;( w poniedziałek kiedy u niego byłam powiedział, że idzie pomóc kumplowi wnieść nowe i wynieść stare lóżko... to było około godziny 15... około 17 zobaczyłam jego teleon, bo go zapomniał... a normalnie przez ostatnie miesiace jego komórki w ręce nie miałam ani jej nie widziałam bo ją chował przede mna... Zaczęłam czytać smsy były tam smsy od jego byłej czy wkoncu do niej dzis przychodzi czy nie... w wysłanych nie było nic... odrazu pomyslałam że poszedł do niej..;/ zadzwoniłam do tego kumpla któremu miał niby pomagac.. ale nie odbierał więc zadzwoniłam do jego jego dziewczyny... Pytam sie jej czy dzisiaj jej chłopak kupił lóżko i czy je wnosza dzis, a ona że jej chłopak jest w pracy... no i ja znow załamka... kiedy przyszedł znów kłótnia ze mnie okłamał... skonczyło się przeprosinami... w środę [28 pazdziernika] kiedy do niego przyszłam taki był nasz dialog...:
Ja: Chcesz ze mną być?
On: Nie
ja : to jeśli chcesz to zerwij
On: czemu nagle taka zmiana jak tydzień temu ryczałaś jak nie wiadomo co
JA; wtedy było a szybko, a teraz to sobie przemyslałam
On: [cisza...]
Ja: To zrywamy czy nie?
On: No
JA: Ok...
i wydzodząc z pokoju powiedziałam, że mam nadzieje, że kiedys zmieni zdanie... no i wyobraźcie sobie że po 4 dniach juz był z tamta...;/ minęło ponad pół roku, ja go cidziennie widzę bo zaprzyjaźniłam sie z jego siostrą... i co tutaj mówiććć... KOCHAM GO mimo, że mnie tyle razy zranił, zdradził... nic nie poradze.. oddałabym za niego wszystko... ;( zapomniałam dodać że poznałam jego rodzinę na weselu na którym z nim byłam i co tydzień na weekend do nich jeżdzę.. najlepsze jest to, że ja dostałam zaproszenie na komunię jego kuzyna... on też... ale bez też jego laski.. i to mnie pociesza aby, bo jej nie lubia a mnie traktuja jakbym w rodzinie była...