..Chory Związek..
Piszę choć mało aktywna jestem, ale nie wiem co robić..
Dlatego chciała bym poznać wasze zdanie..
Jestem w związku juz prawie 2lata, niestety jak bym miała zliczyc wspolnie spedzony czas z chłopakiem, godzinowo wyszło by mi moze niewiele ponad rok.. Problem w tym, że on pracuje (często ma delegacje), a ja studiuje w całkiem innym mieście sporo oddalonym od domu.. więc jak dobrze się udaje to widzimy się raz w miesiacu na 2dni-weekend.( takie widzenie się trwa juz 1,5 roku.. z wyłączeniem wakacji, świat itp..)
Różnimy się całkowicie charakterem :
ja wolę spedzać czas poza domem, aktywnie, on w domu, biernie..
ja gaduła, osoba wygadana; on milcząca, mało mówna..
ja lubię chodzić, duzo spacerować, on siedzieć i oglądać filmy...
Wiem, że mogę na nim polegać i mimo odległości wiem, że np. nie zdradzi mnie ani tego podbne rzeczy..
oboje jestesmy baardzo uparci co konczy się czesto tym ze ja ide na kompromis w wielu sytuacjach...
widziałam się z nim ostatnio 12.02 i praktycznie od tego dnia do dziś rozmawiałam z nim łącznie może z 10minut...
oczywiście bez kłótni się nie obyło z jego strony pretensje do mnie ze się nie odzywam...
rozumiem że on pracuje ok.12-14h i ze moze być zmęczonym, ale czy serio wielka filozofia jest napisać smsa? cokolwiek?
ja nie zawsze bede się pierwsza odzywać, bo chcę rowniez jego zainteresowanie czuć, tesknote..
ale jak zwiazek ma wyglądac ze ja jestem na studiach a on w pracy i widzimy się raz w miesiacu gdy przyjeżdzam, a tak to martwa ciisza to jest sens ciągnąc go dalej?
Co robić? ; (
wiem że sa uczucia, przyzwyczajenie ale mimo to warto tak męczyć się...?