A co tam, napiszę...
Ja nie rozumiem swojego pechowego farta...
Bo wszytko, co mnie dobrego spotyka, szybko niszczy rzeczywistość ;/
Kurczę, niby mam powodzenie u chłopaków, już kilka razy słyszałam, że koleżanki chcą być takie jak ja, zazdroszczą mi mojego 'cudownego' życia, prosto w oczy mi to ze dwie powiedziały.
A ja sama tego nie rozumiem. Bo jedna koleżanka, nasza 'brzydula' ma chłopaka i jest mega szczęśliwa.
Oczywiście nie mówię tego 'brzydula' jakoś złośliwie, bo ona jest super dziewczyną, którą jednak chłopaki nie doceniają ze zwględu na ponad przeciętną średnią w szkole i wygląd...
Bo dla chłopaków to liczy się w większości uroda modelek ;/
A ja.. Koleżanki wiele razy zwracają mi uwagę, że jakiś koleś na mnie patrzy, ktoś zagwiżdże na mój widok, jest niby super bo jaka dziewczyna nie lubi, kiedy podoba się chłopakom...
Ale w rzeczywistości, tak na logikę... Chłopaki, którzy pozwalają sobie na takie zachowania jak gwizdanie itp to są zwykli 'uliczni podrywacze' którzy mają ochotę na przygodę.
A prawdziwi, wartościowi faceci raczej są na jakiś treningach lub w domu. Albo są już zajęci.. ;/
A we mnie bujają się tylko chłopaki którzy 'że' piszą przez 'rz' ;/
Masakra.
Ale wytrwale szukam dalej, w końcu jednego super kolesia już poznałam, nawet trzech.
Ale każdy z innego miasta, więc lipa ;/
Dlaczego w swoim mieście nie mogę znaleźć jakiś fajnych kolesi, a w innych jakoś znajduję bez trudu???
Ehh, życie jest niesprawiedliwe... ;(
Ale nie będę się załamywać :)
