Przed moim wyjazdem do K. spotykałam się z pewnym chłopakiem (M.). Właściwie znałam go tylko z gg, na takich spotkaniach tylko we dwoje byliśmy 2 razy- ostatni raz 2 dni przed moim wyjazdem. Podobał mi się. Dużo o nim myślałam, podobał mi się jego uśmiech i oczy. Nie wyobrazałam sobie jednak naszego związku, po prostu nie czułam 'tego czegoś'. Chciałam jednak spróbować, zresztą on też. Ale nie lubię związków wakacyjnych, bo takie zwykle nie wytrzyują zbyt długo, nawet wtedy, gdy są one pomiędzy ludźmi z tego samego miasta. On był z tego samego miasta i był o 2 lata starszy. Ten wiek też trochę mnie zniechęcał. Poza tym dużo gadał o seksie, chociaż jak o tym rozmwialiśmy mówił mi, że dla mnie się poświęci i 'będzie się wyżywał w domu'.
Potem wyjechałam. Postanowiłam sobie, że przez ten wyjazd porozmyślam trochę o nim i o nas. Nie wyszło. Bardzo chciałam, ale nie mogłam skupić na nim swoich myśli. Pisał do mnie przez pierwsze kilka dni. Potem przestał. A ja w tym czasie poznałam nowe osoby, w tym pewnego A. Był takim moim kumplem, ale po jakimś czasie zaczął mi się podobać. Tym razem nie tylko ze względu na jego uśmiech, ale też zniewalał mnie jego charakter. Miał powodzenie u dziewczyn, a te, które znały go dłużej mówiły mi, że jest on świetnym przyjacielem. I tak jakoś wyszło, że zaczęliśmy razem chodzić za rękę, a ostatniego dnia on mnie pocałował i całą noc spędziliśmy razem (tzn. siedzieliśmy na ławeczce na korytarzu, przytulaliśmy się itp) i w dniu wyjazdu w ogóle się nie rozstawaliśmy. Jeszcze przy żadnym chłopaku nie czułam sie tak swobodnie jak przy nim. W czasie oazy ze 2 razy pisałam do M., ale mnie zlewał- raz nie odp., a drugi raz napisał mi jedno słowo i nic więcej, więc ja też go olałam.
Dzisiaj się spotkałam z A. Przez cały czas odkąd się 'rozstaliśmy' (pojechaliśmy do domów) strasznie za nim tęskniłam i on za mną.
A M. napisał do mnie, kiedy chcę się spotkać. To mu powiedziałam, że mam już chłopaka, bo czułam, że M. miał ważniejsze rzeczy do roboty niż gadać ze mną. On zaczął się tłumaczyć, że nie chciał mi przeszkadzać i nie miał pewności czy ja o nim myślę tak często, jak on o mnie. Czułam się tak, jakby próbował mnie namówić, bym zerwała z A. i była z nim.
Głupio mi i nie wiem zbytnio co robić..
Nie chcę z A. zrywać, bo naprawdę mi się podoba, ale M. znam o wiele dłużej...