Witam kochani! ;)
Dzisiaj przybywam z kolejnym tematem...mianowicie dotyczy on zdrady...
ale w pewnym okreśnym kontekście :
Bywa tak,że kobieta która została zdradzona wybacza partnerowi usprawiedliwiając jego czyn:
"rutyną w związku" (że niby mógł się znudzić),
brakiem swojej atrakcyjności ("pewnie już mu się nie podobam")
lub obarcza winą tę trzecią ("lafirynda zastawiła sidła na mojego faceta" - a on to niewiniątko,biedaczek! ^^)
albo wręcz przeciwnie - obarczy winą meżczyznę ("bo oni tacy są")
Co sądzicie o takim myśleniu?
Moim zdaniem to trochę na śmieszność zakrawa.
Po 1. jak jesteśmy w zwiazku,kochamy tę osobę,zdecydowaliśmy się z nią być,to chyba zdrada nie powinna mieć miejsca...Nawet jak w związku jest kryzys...po to jesteśmy RAZEM,by problemy też WSPÓLNIE rozwiązywać.
A jeśli chodzi o "lafiryndę,która zwabiła ukochanego" - Pomyślmy...A on nie chciał?
No chyba proste,że nie ta kobieta jest winna! (a jak już to w mniejszej części) przecież mogła nawet nie wiedzieć o związku faceta...
A sugestia "Oni tacy są" - bezsens. Każdy jest inny...To tak jakby każdy facet myślał,że jak jest kobieta to umie świetnie gotować,tylko ogląda głupie seriale i płacze na romansach...Sterotypy do kosza! ;D
Zdarzają sie faceci- swinie i kobiety,które nie są nic warte. Takie życie.
A tak na marginesie : Wybaczyłybyście / wybaczylibyście zdradę?
Jak tak,to w jakich okolicznościach?
Serdecznie pozdrawiam,
Panna Dygresja;)